Godzina 1:05, lekarz właśnie wychodzi z sali operacyjnej.
-Rodzice Natalii? - lekarz zwrócił się do pani Magdy i pana Tomka.
-Tak, co z naszą córką? - pyta załamana matka Natalii.
-Wszystko w porządku, wasza córka jest w dobrym stanie. Przeżyje - obwieścił lekarz - ale nie będzie mogła podejmować się żadnego większego wysiłku fizycznego, okazało się, że Natalia została raniona nie tylko w gardło, ale już wszystko w porządku.
-Dziękujemy, bardzo dziękujemy panu! - pani Magda rzuciła się doktorowi na szyję.
- A gdzie teraz jest Natalia ? - zapytał ojciec naszej przyjaciółki.
-Została zabrana na salę, gdzie się ma wybudzić, później pojedzie do pokoju numer 240. Zadzwonimy do państwa kiedy się wybudzi.
- Dobrze, jeszcze raz serdecznie dziękujemy! - zawołała mama Natalii
***
Godzina 2:10, dotarliśmy do naszego pokoju. Cóż, nastała niezręczna cisza. Postanowiłam ją przerwać.- Doktor powiedział, że Natalia nie może podejmować się żadnego większego wysiłku? - zapytałam z niedowierzaniem.
-Tak...? - odpowiedział zdumiony pan Tomasz.
-Ale przecież ona tańczyła i jeździła konno, przecież to jej całe życie , oba sporty zaczęła uprawiać w wieku lat czterech. Jak ona zareaguje na tę wiadomość? Przecież ona codziennie po lekcjach, najpierw jechała na tańce, a później do stadniny konnej - powiedziałam.
-Chyba nie będzie to miało aż tak wielkiego znaczenia, przecież tu chodzi o jej życie, to chyba nie jest ważniejsze od niego? - zapytała zaniepokojona mama Natalii.
-No nie wiem, dobranoc. Martyna, chodźmy do pokoju.
-Dobranoc dziewczynki.
***
Godzina 2:30. Już od dziesięciu minut siedzimy z Martyną w pokoju. Nie wypowiedziałyśmy jeszcze ani jednego słowa. Zastanawiają mnie słowa, które wypowiedziała kiedyś Natalia: "Gdybym z jakiegoś powodu nie mogła jeździć konno lub tańczyć, nie wiem co byłabym w stanie zrobić... Chyba nie miałabym już po co żyć, no chyba, że dla was i dla rodziców" . Niby powiedziała to "dla jaj", ale i tak mnie to niepokoi, bo ona nie może uprawiać ani jednego z dwóch sportów, które kocha...
Może trochę dobijające, a może ma w sobie trochę nadziei? Nie wiem, ale tak jakoś musiałam takie coś napisać. Po części pomysł do tego dała mi Marcelina, za co jej dziękuję. Wiem, że te opowiadania są trochę krótkie, ale piszę tyle ile wymyślę ;) Pa, miłej resztki wakacji ;) ;*