Ile osób tu zagląda?

środa, 22 sierpnia 2012

Tragiczna przygoda w Londynie cz.7 (opowiadanie Julki ;) )





Godzina 1:05, lekarz właśnie wychodzi z sali operacyjnej. 
-Rodzice Natalii? - lekarz zwrócił się do pani Magdy i pana Tomka.
-Tak, co z naszą córką? - pyta załamana matka Natalii.
-Wszystko w porządku, wasza córka jest w dobrym stanie. Przeżyje - obwieścił lekarz - ale nie będzie mogła podejmować się żadnego większego wysiłku fizycznego, okazało się, że Natalia została raniona nie tylko w gardło, ale już wszystko w porządku.
-Dziękujemy, bardzo dziękujemy panu! - pani Magda rzuciła się doktorowi na szyję.
- A gdzie teraz jest Natalia ? - zapytał ojciec naszej przyjaciółki.
-Została zabrana na salę, gdzie się ma wybudzić, później pojedzie do pokoju numer 240. Zadzwonimy do państwa kiedy się wybudzi.
- Dobrze, jeszcze raz serdecznie dziękujemy! - zawołała mama Natalii

***
Godzina 2:10, dotarliśmy do naszego pokoju. Cóż, nastała niezręczna cisza. Postanowiłam ją przerwać.
- Doktor powiedział, że Natalia nie może podejmować się żadnego większego wysiłku? - zapytałam z niedowierzaniem.
-Tak...? - odpowiedział zdumiony pan Tomasz.
-Ale przecież ona tańczyła i jeździła konno, przecież to jej całe życie , oba sporty zaczęła uprawiać w wieku lat czterech. Jak ona zareaguje na tę wiadomość? Przecież ona codziennie po lekcjach, najpierw jechała na tańce, a później do stadniny konnej - powiedziałam.
-Chyba nie będzie to miało aż tak wielkiego znaczenia, przecież tu chodzi o jej życie, to chyba nie jest ważniejsze od niego? - zapytała zaniepokojona mama Natalii.
-No nie wiem, dobranoc. Martyna, chodźmy do pokoju. 
-Dobranoc dziewczynki.
***
Godzina 2:30. Już od dziesięciu minut siedzimy z Martyną w pokoju. Nie wypowiedziałyśmy jeszcze ani jednego słowa. 
Zastanawiają mnie słowa, które wypowiedziała kiedyś Natalia: "Gdybym z jakiegoś powodu nie mogła jeździć konno lub tańczyć, nie wiem co byłabym w stanie zrobić... Chyba nie miałabym już po co żyć, no chyba, że dla was i dla rodziców" . Niby powiedziała to "dla jaj", ale i tak mnie to niepokoi, bo ona nie może uprawiać ani jednego z dwóch sportów, które kocha...

Może trochę dobijające, a może ma w sobie trochę nadziei? Nie wiem, ale tak jakoś musiałam takie coś napisać. Po części pomysł do tego dała mi Marcelina, za co jej dziękuję.  Wiem, że te opowiadania są trochę krótkie, ale piszę tyle ile wymyślę ;) Pa, miłej resztki wakacji ;) ;*

wtorek, 21 sierpnia 2012

Tragiczna przygoda w Londynie cz.6 (opowiadanie Julki ;D )

Cóż, zamierzam powrócić do pisania opowiadań. Z góry przepraszam za ich nieskładność  ;) .

Jest godzina 23. Razem z Martyną jesteśmy na komisariacie, czekamy na rodziców Natalii, jeszcze nie wiedzą co się stało.
***
Godzina 23.15.
Rodzice Natalii właśnie wchodzą.
- Dobry wieczór! Co się stało dziewczynkom? - zaczęła dopytywać się mama naszej przyjaciółki.
-Dobry wieczór - powtórzył jej tata.
-Dobry wieczór - po raz kolejny wypowiedziany przez policjanta, który nas tu przywiózł - Niestety nie mam dla państwa dobrych wiadomości. Dziewczynki napadli jacyś mężczyźni. Miały szczęście, że byłe za rogiem i usłyszałem krzyki. Niestety wasza córka nie zdążyła uciec, zamaskowany mężczyzna zdążył ją chwycić. Przyłożył nóż do gardła waszej córce - policjant zrobił sobie przerwę w opowiadaniu i napił się wody. Mama Natalii pobladła. - Całe szczęście, że jej przyjaciółki zachowały zdrowy umysł i wyjęły z dłoni dwóm postrzelonym wcześniej przeze mnie mężczyznom noże. Po cichu zaszły mężczyznę od tyłu i raniły go - niestety śmiertelnie jak się później okazało - w plecy.
- A co z Natalią?! - wrzasnął tata Natalii.
-Mężczyzna zdążył zareagować w ostatniej chwili i przycisnął nóż do gardła waszej córki i jak padał to rozciął jej skórę. Pojechała do szpitala, na razie nie mamy żadnych wiadomości stamtąd.
- Możemy już zabrać dziewczynki i pojechać do szpitala? - zapytała matka naszej rannej przyjaciółki.
- Tak, tak , oczywiście. Ale będą one jeszcze tu wzywane aby złożyć zeznania. Na pewno nie zostaniecie skazane, zrobiłyście to w obronie czyjegoś życie - policjant zwrócił się do mnie i Martyny.
-Dziękujemy za uratowanie dziewczyn, dobranoc!
***
Godzina 23.30, jesteśmy w szpitalu, czekamy aż skończy się operacja RATUJĄCA ŻYCIE Natalii.


To tyle, mam nadzieję, że się spodobało. Nie mam zbyt dobrego nastroju, dlatego też opowiadanie jest dość ponure. Miłych ostatnich 2 tygodni wakacji : D Pa  ;*