Ile osób tu zagląda?

czwartek, 28 czerwca 2012

Tragiczna przygoda w Londynie cz.5 [opowiadanie Julki]

Dobra, czas na posta tj. opowiadanie. Hmmm.... nie mam ochoty tego pisać, bo nie mam pomysłu jak zrobić aby to ciekawie brzmiało. Hmmmmm... :-(

Niestety.... Już po koncercie. Wszyscy zaczęli się rozchodzić, a my poszłyśmy do takiej budki, w której sprzedają gadżety tego zespołu np. koszulki z ich zdjęciem itp. Jejku... Duża kolejka.


Jest nareszcie my... Pierwsza ja w kolejce. Hmmm... Drogo tu, ale na tych koszulkach, które ja chce są ich autografy! Cóż, może będę żałować, ale co tam! Raz się żyje. Wszystkie kupiłyśmy te same koszulki z autografami. i po nas została taka jedna. Były na nas za duże , dlatego włożyłyśmy na te ubrania, które już miałyśmy.


- Uuuuu... Nie mogę uwierzyć, że je mamy! - powiedziała, nie... wykrzyczała Natalia.
-Tak, ale trochę późno.... Boję się wracać gdy jest tak ciemno... Nie wiadomo co się może stać. - powiedziała Martyna.
-Dobra chodźmy. - postanowiłam

***
Jest 15 minut później.
- Czy to nie ten budynek z wiadomości?! - pisnęła Martyna.
-Których...? - zgodnie z Natalią zapytałyśmy.
-No tych o tej sekcie... 
-No chyba tak... Chodźmy szybciej! - zgodziłam się.
Niestety , ktoś wyskoczył zza budynku... Zaczęłyśmy biec i krzyczeć... Zapomniałyśmy o tym, że dziś jest pełnia... A ich rytuał... Wolę o tym nie myśleć, przecież nie możemy mieć takiego pecha, że akurat nas .... Przecież nie mogli wrócić do tego miejsca, w którym ostatnio kogoś zabili... Wtedy znaleźli by ich....
Niestety.... Ten zamaskowany gostek miał w dłoni nóż... Natalia najwolniej biegła... Zza muru wybiegli kolejni dwaj mężczyźni...
Wreszcie trochę szczęścia w nieszczęściu. Policjant z pistoletem. Groził im śmiercią, ale oni nie zwracali na niego uwagi. Policjant strzelił najpierw w jednego później w drugiego, ale ten pierwszy, który zza muru wyskoczył, zdążył dogonić Natalię. Przyłożył jej nóż do gardła. Policjant nie był w stanie nic zrobić...
Nie wiem, ale coś mi odbiło, wzięłam za rękę Martynę i podbiegłyśmy do zwłok, wyciągnęłyśmy z ich dłoni noże... Zaszłyśmy od tyłu tego mężczyznę i .wbiłyśmy mu noże. Całe szczęście udało nam się zrozumieć bez słów z Martyną, niestety zanim zamaskowany runął na ziemię zdążył zranić Natalię, która runęła razem z nim... Co my narobiłyśmy?! Jak ona zginęła?! Nie potrafię sobie tego wyobrazić.
-Halo? Pogotowie? Mam tu ranną dziewczynę, nie oddycha, puls jest. Są tu również dwaj postrzeleni mężczyźni i jeden... jeden z dwoma nożami w plecach. - policjant zachował zimną krew. Zrozumiałam to co mówił do telefonu.
Podbiegłyśmy do Natalii i policjanta. Właśnie nadjeżdżają dwie karetki.
-Odsuńcie się! - powiedzieli, oczywiście po angielsku.
Najpierw włożyli Natalię na nosze, później do karetki.
-Wy jedziecie ze mną na komisariat. - policjant wskazał radiowóz. - Zadzwonimy po waszych rodziców.
-My tu jesteśmy tak jakby na wycieczce, jesteśmy z rodzicami Natali, tej rannej.- wytłumaczyłam.
-To zadzwonimy po nich i wytłumaczymy co się stało.
-A czy Natalia przeżyje? - Martyna nie umiała mówić, była zbyt zapłakana, musiałam sama porozmawiać z policjantem.
-Nie wiem, miejmy nadzieję. W jakim wieku jest wasza trójka?
-Ja i Martyna - wskazałam na zapłakaną przyjaciółkę. -mamy po 14 lat, ja za 2 tygodnie skończę 15, a Martyna za miesiąc skończy 15. Natalia ma 15 skończone tydzień temu.
-Mhm, dobrze jedźmy na komisariat.




Wiem niezbyt mi to wyszło. Przepraszam xp . I przepraszam jeśli będę jakieś błędy ortograficzne itp, ale nie chciało mi sprawdzać. Miłego czwartku i piątku . Papa! ;)

piątek, 22 czerwca 2012

Tragiczna przygoda w Londynie cz.4 [opowiadanie Julki]

Hej! Jutro są dni naszego miasta, a ja idę z moim gimnazjum na przemarsz (warto dla dodatkowych 30 punktów do zachowania xp) , a później do dziadka i babci, a jak wrócę od babci to rodzinnie idziemy na ten festyn, czy tam koncert... Bądź co bądź, będzie śpiewał Kamil Bednarek. Niezbyt mnie interesuje jego osoba, ale lubię te festyny, przerażają mnie w nich skoki na bandżi xp Słabo mi się robi jak widzę spadających ludzi, a to się czasem tak lekko chwieje jak jakaś większa osoba skacze, w każdym razie ja bym się nie odważyła. Z powodu braku czasu jutro najprawdopodobniej notki nie dodam Wróćmy do tematu bloga tzn. opowiadania.

Po śniadaniu udałyśmy się do pokoju pooglądać prognozę pogody, bo nie wiedziałyśmy jak się ubrać na wyjście. Nie zabardzo wiemy gdzie jest pilot, ale mam nadzieję że zdążymy na prognozę.
-Julka! Gdzie go dałaś? Ty wyłączałaś telewizor! - wściekła się trochę na mnie Natalia.
- Nie jestem pewna.... Ale może jest pod tą stertą ciuchów na krześle.... Martyna! Posprzątaj je! Czemu to tu zostawiłaś???
-Już biorę....
-O jest! - Natalia aż podskoczyła, chyba z radości, dziwne, że aż tak można cieszyć się ze znalezienia pilota...- Szybko włączmy telewizor... To był chyba kanał trzeci...
-Zdążyłyśmy, akurat się zaczyna. - oznajmiła zadowolona Martyna, jakbyśmy tego nie widziały...
Pooglądałyśmy prognozę do końca, ma być 20 stopni, nie znam się ale to chyba nie mało jak na Anglię. Miałyśmy tylko pogodę zobaczyć, ale zaciekawił nas nagłówek wiadomości... Coś o jakiejś sekcie... w Londynie!
-Zostawmy to, przecież mieszkamy w Londynie w tej chwili.... Może to niebezpieczne - Martyna zawsze była osobą ostrożną...
-Ok, ale nie możemy przez nią cały czas w pokoju siedzieć - odpowiedziałam znudzona tym.
- Jeszcze nawet nie wiadomo czy jest niebezpieczna, ja chcę tylko zobaczyć.
Więc zostałyśmy w pokoju. Okazało się , że członkowie tej sekty mają straszny rytuał... Dziwny... Bo zawsze w pełnię księżyca, ale przerażający, bo właśnie wtedy zabijają przypadkową osobę! Nie mówili o tym tak "o", przez przypadek, mówili o tym, bo dzisiaj właśnie jest pełnia...
-Może zostańmy w hotelu?- tym razom podzieliłam ostrożność Martyny...
-No dobra.... Ale z drugiej strony mówili w wiadomościach o koncercie naszego ulubionego zespołu pod London Eye.... - Natalia bardzo lubi ten zespół... tak łatwo nie odpuści.
-Tam na pewno tego nie zrobią! Mówili, że wybierają bardziej odludnione miejsca, a tam będą tłumy... - Martyna potrafi zaskakiwać... Z jednej strony ostrożna, a z drugiej odważna?
-Ale musimy już wyjść, żeby zająć miejsce, to koncert za darmo, no prawie, bo co to te dziesięć funtów za bilet, więc na pewno będzie dużo ludzi - stwierdziłam? zaproponowałam?
-Ok, wasz rację - moje przyjaciółki się ze mną zgodziły. Rzadkość.
***
Aaaaaaa! Odliczanie do ich wyjścia na scenę! Już za pięć, cztery, trzy , dwie, jedną!  Ja ciebie!!!!! Wchodzą, trzymajcie mnie, bo zemdleję! Matko... A... No tak, wracając do sekty czy jak to tam się nazywa, to doszłyśmy spokojnie.


Jednak dzisiaj nie będzie ciekawszego momentu, bo już nie mam czasu, ale jak jutro znajdę czas to już na stówę będzie, a jak nie znajdę jutro, to jeszcze jest niedziela. Pa! Miłego weekendu! ;*

czwartek, 21 czerwca 2012

Tragiczna przygoda w Londynie cz. 3 [opowiadanie Julki]

Hej! Mam wolne, bo moja klasa pojechała do teatru, a ja nie miałam ochoty, wolę sobie w domu posiedzieć. Jest gorąco i mi się nic nie chce, więc nie sądzę, że ta część opowiadanie będzie długa ;p

Jest 22.00  tego samego dnia, którego przyjechałyśmy do Londynu. Miałyśmy siedzieć cały dzień w pokoju, ale nie wyszło. Jest ładna pogoda więc wyszłyśmy do pobliskiego parku, posiedzieć na ławce, na nic innego nie miałyśmy sił. Teraz siedzimy na łóżku trzyosobowym (połączyłyśmy nasze łóżka, nowe miejsce.... Może w szafie są duchy?) i oglądamy jakiś angielski program. Wszystkie trzy bardzo dobrze rozumiemy angielski, bo chodzimy do gimnazjum z rozszerzonym językiem angielskim i mamy w tygodniu pięć godzin lekcyjnych tego języka. Nauczyciele właśnie poświęcają najwięcej uwagi na rozmawianie po angielsku ( prawie całą lekcję angielskiego nie używamy polskiego), słuchanie ze zrozumieniem - poskutkowało, bo w parku jakiś chłopak do nas zagadał, ale i tak go spławiłyśmy, bo nie miałyśmy ochoty na rozmawianie z nim (trochę śmierdziało mu z ust).
***
Minęły dwie godziny, teraz rozmawiamy... Przydałoby się iść spać.
-No dziewczyny gdzie jutro - to znaczy już dzisiaj - idziemy? - wtrąciła do rozmowy Martyna
-Może na London Eye? - zaproponowała Natalia.
-Ok, ale pod warunkiem, że później pójdziemy na zakupy! - Martyna nie odpuści zakupów w Londynie...
-Nieważne gdzie pójdziemy, byle że jesteśmy w Londynie! - nie interesuje mnie gdzie, byle Londyn!- Chodźmy już spać bo nie będziemy miały sił.
Wyłączyłyśmy telewizor i poszłyśmy spać, tak jak poprosiłam
***
Tego samego dnia rano, o 10.00 . Ubrałyśmy się już i właśnie schodzimy na śniadanie do pizzerii, którą widziałyśmy wczoraj jak byłyśmy na spacerze.
-Mmmmm, ale ładnie tu pachnie! - powiedziałam przełykając ślinę.
-Pójdę po menu. - Martyna, więc poszła.
Ja i Natalia poszłyśmy zająć miejsce. Tak dziwnie... Wszyscy po angielsku rozmawiają. Będzie się ciężko przyzwyczaić.
-No to wybieramy! - dołączyła do nas Martyna.
-Morze jakąś z owocami morza? - zaproponowałam, bo wszystkie trzy lubimy owoce morza.
-Hmm, ok. 112, 114, o jest! Frutti di mare, numer 120.
Natalia zamówiła pizzę. Tylko, że zamiast 120 powiedzieć w języku angielskim, powiedziała w polskim... To było zabawne, szkoda, że szybko zorientowała się, że coś jest nie tak i się poprawiła. Usiadła zaczerwieniona.
-Kurde, wiedziałam , że  w końcu się pomylę i przez pomyłkę powiem coś po polsku...
- Nie denerwuj się... - poklepałam ją po plecach.

Dobra to na tyle... Jakoś nie najlepiej mi to wychodzi, ale i tak mam nadzieję, że komuś się spodoba. W następnej notce postaram się już dodać ten ciekawy moment. Pa miłego czwartku! Jeszcze tylko 8 dni do wakacji... wytrzymamy!

niedziela, 17 czerwca 2012

Tragiczna przygoda w Londynie cz.2 [opowiadanie Julki]

Hej, hej, hej! Mmmmm..... jeszcze jeden weekend i wakacje, czy wy to rozumiecie!? Już się nie mogę doczekać... Choć z jednej strony nie chcę żeby się tak szybko zbliżały :( . Ok, wróćmy do ogólnego tematu bloga, czyli opowiadania. Tak więc : dziś dodaję notkę z dalszą częścią - cięgiem dalszym - opowiadania. Jeśli są błędy językowe itp. to przepraszam, ale nie jestem zbyt dobra z polskiego ;p

Minęły już dwa tygodnie odkąd się dowiedziałam, że lecimy do Londynu, więc jeszcze tylko, a może aż dwa tygodnie do wylotu. Im bliżej, tym bardziej nie mogę się doczekać. Z Natalią i Martyną chyba o niczym innym nie potrafimy rozmawiać, tylko o Londynie...!
***
Dwa następne tygodnie minęły masakrycznie szybko! Już siedzimy w samolocie... Ja siedzę z brzegu, Martyna po środku, a Natalia pod oknem. Hmmm... Jak na razie nie jest źle, może dlatego, że jeszcze nie wystartowaliśmy... Bardzo się boję...
 Startujemy.....
-Martyna, trzymaj mnie za rękę przez cały lot!!! - spanikowałam... Myślałam, że uda mi się siedzieć spokojnie, ale nie.... Musiałam się skulić w siedzeniu i przywłaszczyć sobie rękę Martyny... 
-Spokojnie! Nic się nie stanie, wiem że jeszcze nie leciałaś samolotem... Ja też nie, ale  wszystko będzie w dobrze, przecież ten pilot pewnie codziennie gdzieś leci, a jeszcze żyje, więc pewnie nigdy nie spadł ...? samolotem... - tak.... Martyna niezbyt dobrze pociesza.... przypomniała mi to o czym chcę zapomnieć, czyli możliwość rozbicia się o ziemię....
- Ja już kilka razy leciałam samolotem i bardzo to lubię, zobaczycie wam też się spodoba! - Natalii pocieszanie wychodzi nieco lepiej...
***
Wylądowałyśmy! Przeżyłam! Teraz jesteśmy w taksówce, która nas zawiezie do jakiegoś hotelu. Będziemy mieć tak jakby apartament, tylko nie najlepszej jakości, ale w Londynie! My będziemy miały osobną 4-osobową sypialnię, a rodzice Natalii będą mieli swoją na 2-osobową. Więcej nie wiem, zobaczymy jak przyjedziemy! 
***
Właśnie wchodzimy z walizkami do hotelu, ma on trzy gwiazdki... Nie najlepiej, ale mogło być gorzej. Poczekamy aż  rodzice Natalii się zameldują.
- No to już jesteśmy w Londynie! - Odsapnęłam .... Byłam zadowolona, że lot już za mną... Prawda, że jeszcze powrót, ale może już będzie lepiej ?
-Tak... Pięknie jest... Idziemy trochę obeznać się w terenie, czy jutro? Mamy dwa tygodnie, więc możemy dzisiaj spokojnie odpocząć! - z tego co mówi Natalia, wnioskuję, że chciałaby jednak dzisiaj zostać w hotelu...
-Ok, możemy zostać ... Jakoś czuję się zmęczona tym dniem.... - przytaknęła jej Martyna.
- Też chętnie zostanę.
-To ok, uzgodnione, dzisiaj się lenimy... Mam nadzieję, że jest tu telewizor. 
- Mamy klucze chodźcie! - zawołała nas mama Natalii.
Udałyśmy się za nimi. Wchodzimy do naprawdę dużej windy... Nigdy takiej nie widziałam. Pan Mateusz (tata od Natalii) wcisnął guziczek na pierwsze piętro. 
Wchodzimy do naszego..... Apartamentu? Nie wiem jak to nazwać. Ładnie tu , oczywiście my we trójkę - ja, Natalia i Martyna pobiegłyśmy, zostawiając torby w przejściu.
- Jest telewizor! - Natalia najwyraźniej się ucieszyła.
- I to jaki! Niewielka plazma jak na 3-gwiazdkowy hotel to chyba ok? - podzieliłam entuzjazm przyjaciółki.

C.D.N 

Wiem, że trochę zmieniłam styl... Ale chyba tak jest lepiej niż w poprzedniej części . Papa ;* 

sobota, 16 czerwca 2012

Tragiczna przygoda w Londynie. [opowiadanie Julki]

Witajcie! Co tam? Będzie to dziwne opowiadanie oparte na moim śnie, który hmm....... chyba dość mi się spodobał, a na pewno zapadł w pamięć, bo był ciekawy. No to zaczynam...

 Pewnego dnia moje przyjaciółki Natalia i Martyna przyszły po mnie, jak zawsze przed szkołą o godzinę za szybko, mieliśmy odwołaną pierwszą lekcję, więc je wpuściłam jeszcze zaspana i w piżamie. Czekałam na nie przy drzwiach, długo zajęło im wejście na schody, ale nareszcie usłyszałam pukanie do drzwi , otworzyłam, a tam stała Natalia wraz z Martyną, były niepokojąco wesołe. Zapytałam o co chodzi, a Martyna zaczęła mówić:
- Pamiętasz jak kilka dni temu rozmawiałyśmy o tym, jak bardzo chciałybyśmy pojechać na wymianę do Londynu? - mówiła podekscytowana.
- No tak i....?
- No właśnie ja wczoraj po południu szukałam czegoś ciekawego, gdy moja mama podeszła do mnie i zauważyła, że szukam tego już dość długo... - Natalia kontynuowała to co zaczęła Martyna - i zapytała czemu chcę tak bardzo jechać do Londynu, to jej wytłumaczyłam, ale nieważne, nie o to teraz chodzi. Powiedziała, że w przyszłym miesiącu jadą tam z tatą na delegację.
- Fajnie .... Zazdroszczę im... - odpowiedziałam zdezorientowana tym, co ciekawego ma być w delegacji jej rodziców.
- Też to mamie powiedziałam. Ona powiedziała, że mogę z nią jechać!
- Teraz to zazdroszczę i tobie, ale przywieziesz mi coś prawda? Bardzo bym chciała koszulkę z napisem "I love London" .
- Sama sobie ją tam kupisz!
- Jak to?!
- Zapytałam mamy czy mogę was zabrać,a ona się zaśmiała... Powiedziała, że ma to zaplanowane już od roku, że zabierze mnie i moje przyjaciółki! Jedziemy we trójkę, a wasi rodzice już od dawna o tym wiedzą! Martyna wie o tym od 30 minut.
- Twoi rodzice są wielcy! Dzięki!!!!
Obie rzuciłyśmy się na Natalię. Teraz jeszcze miesiąc i jedziemy!
- Natalia, którego dokładniej wyjeżdżamy? -zapytałam próbującą złapać oddech Natalię. Tak ją scisłyśmy, że było to trudne dla niej .
- Dwudziestego maja.
- Ale wtedy jest nasza wycieczka klasowa!
- Wolisz wycieczkę od Londynu?!-zapytały chórem.
- Nie no, pewnie, że nie. Jedziemy samochodem czy lecimy??
- Samochodem? Wiesz jak długo by to trwało? - zapytała ze zdziwieniem w oczach Natalia.
- Nie, niezbyt.
- Ja też niezbyt wiem, ale samolotem jest dużo szybciej, więc... To oczywiste, że samolotem.
- To lecicie beze mnie...
- Przestań, przecież to nic strasznego, wiem, że odkąd Cię znam, a znam Cie już 10 lat , zawsze bałaś się samolotów, ale lecimy do naszego wymarzonego Londynu.
- No nie wiem, czy Londyn jest tak ważny.... Wiesz jakoś nawet nie chcę tam być.
- Tak oczywiście... Mówisz tak bo się boisz...
- Dobra polecę, jeśli nie będę siedziała pod oknem... I jeśli dacie mi silne środki nasenne.
Nie wiem czemu, ale Martytna i Natali rzuciły się na mnie i mnie mocno ścisły.

C.D.N. xp

Ok, mam nadzieję, że wam się spodobało. Postaci są zmyślone, a sen trochę rozwinięty, bo pamiętam tylko środek cz. najciekawszą dla mnie ;p Pa znów ;*