Minęły już dwa tygodnie odkąd się dowiedziałam, że lecimy do Londynu, więc jeszcze tylko, a może aż dwa tygodnie do wylotu. Im bliżej, tym bardziej nie mogę się doczekać. Z Natalią i Martyną chyba o niczym innym nie potrafimy rozmawiać, tylko o Londynie...!
***
Dwa następne tygodnie minęły masakrycznie szybko! Już siedzimy w samolocie... Ja siedzę z brzegu, Martyna po środku, a Natalia pod oknem. Hmmm... Jak na razie nie jest źle, może dlatego, że jeszcze nie wystartowaliśmy... Bardzo się boję...
Startujemy.....
-Martyna, trzymaj mnie za rękę przez cały lot!!! - spanikowałam... Myślałam, że uda mi się siedzieć spokojnie, ale nie.... Musiałam się skulić w siedzeniu i przywłaszczyć sobie rękę Martyny...
-Spokojnie! Nic się nie stanie, wiem że jeszcze nie leciałaś samolotem... Ja też nie, ale wszystko będzie w dobrze, przecież ten pilot pewnie codziennie gdzieś leci, a jeszcze żyje, więc pewnie nigdy nie spadł ...? samolotem... - tak.... Martyna niezbyt dobrze pociesza.... przypomniała mi to o czym chcę zapomnieć, czyli możliwość rozbicia się o ziemię....
- Ja już kilka razy leciałam samolotem i bardzo to lubię, zobaczycie wam też się spodoba! - Natalii pocieszanie wychodzi nieco lepiej...
***
Wylądowałyśmy! Przeżyłam! Teraz jesteśmy w taksówce, która nas zawiezie do jakiegoś hotelu. Będziemy mieć tak jakby apartament, tylko nie najlepszej jakości, ale w Londynie! My będziemy miały osobną 4-osobową sypialnię, a rodzice Natalii będą mieli swoją na 2-osobową. Więcej nie wiem, zobaczymy jak przyjedziemy!
***
Właśnie wchodzimy z walizkami do hotelu, ma on trzy gwiazdki... Nie najlepiej, ale mogło być gorzej. Poczekamy aż rodzice Natalii się zameldują.
- No to już jesteśmy w Londynie! - Odsapnęłam .... Byłam zadowolona, że lot już za mną... Prawda, że jeszcze powrót, ale może już będzie lepiej ?
-Tak... Pięknie jest... Idziemy trochę obeznać się w terenie, czy jutro? Mamy dwa tygodnie, więc możemy dzisiaj spokojnie odpocząć! - z tego co mówi Natalia, wnioskuję, że chciałaby jednak dzisiaj zostać w hotelu...
-Ok, możemy zostać ... Jakoś czuję się zmęczona tym dniem.... - przytaknęła jej Martyna.
- Też chętnie zostanę.
-To ok, uzgodnione, dzisiaj się lenimy... Mam nadzieję, że jest tu telewizor.
- Mamy klucze chodźcie! - zawołała nas mama Natalii.
Udałyśmy się za nimi. Wchodzimy do naprawdę dużej windy... Nigdy takiej nie widziałam. Pan Mateusz (tata od Natalii) wcisnął guziczek na pierwsze piętro.
Wchodzimy do naszego..... Apartamentu? Nie wiem jak to nazwać. Ładnie tu , oczywiście my we trójkę - ja, Natalia i Martyna pobiegłyśmy, zostawiając torby w przejściu.
- Jest telewizor! - Natalia najwyraźniej się ucieszyła.
- I to jaki! Niewielka plazma jak na 3-gwiazdkowy hotel to chyba ok? - podzieliłam entuzjazm przyjaciółki.
C.D.N
Wiem, że trochę zmieniłam styl... Ale chyba tak jest lepiej niż w poprzedniej części . Papa ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze mile widziane :).