Ile osób tu zagląda?

czwartek, 21 czerwca 2012

Tragiczna przygoda w Londynie cz. 3 [opowiadanie Julki]

Hej! Mam wolne, bo moja klasa pojechała do teatru, a ja nie miałam ochoty, wolę sobie w domu posiedzieć. Jest gorąco i mi się nic nie chce, więc nie sądzę, że ta część opowiadanie będzie długa ;p

Jest 22.00  tego samego dnia, którego przyjechałyśmy do Londynu. Miałyśmy siedzieć cały dzień w pokoju, ale nie wyszło. Jest ładna pogoda więc wyszłyśmy do pobliskiego parku, posiedzieć na ławce, na nic innego nie miałyśmy sił. Teraz siedzimy na łóżku trzyosobowym (połączyłyśmy nasze łóżka, nowe miejsce.... Może w szafie są duchy?) i oglądamy jakiś angielski program. Wszystkie trzy bardzo dobrze rozumiemy angielski, bo chodzimy do gimnazjum z rozszerzonym językiem angielskim i mamy w tygodniu pięć godzin lekcyjnych tego języka. Nauczyciele właśnie poświęcają najwięcej uwagi na rozmawianie po angielsku ( prawie całą lekcję angielskiego nie używamy polskiego), słuchanie ze zrozumieniem - poskutkowało, bo w parku jakiś chłopak do nas zagadał, ale i tak go spławiłyśmy, bo nie miałyśmy ochoty na rozmawianie z nim (trochę śmierdziało mu z ust).
***
Minęły dwie godziny, teraz rozmawiamy... Przydałoby się iść spać.
-No dziewczyny gdzie jutro - to znaczy już dzisiaj - idziemy? - wtrąciła do rozmowy Martyna
-Może na London Eye? - zaproponowała Natalia.
-Ok, ale pod warunkiem, że później pójdziemy na zakupy! - Martyna nie odpuści zakupów w Londynie...
-Nieważne gdzie pójdziemy, byle że jesteśmy w Londynie! - nie interesuje mnie gdzie, byle Londyn!- Chodźmy już spać bo nie będziemy miały sił.
Wyłączyłyśmy telewizor i poszłyśmy spać, tak jak poprosiłam
***
Tego samego dnia rano, o 10.00 . Ubrałyśmy się już i właśnie schodzimy na śniadanie do pizzerii, którą widziałyśmy wczoraj jak byłyśmy na spacerze.
-Mmmmm, ale ładnie tu pachnie! - powiedziałam przełykając ślinę.
-Pójdę po menu. - Martyna, więc poszła.
Ja i Natalia poszłyśmy zająć miejsce. Tak dziwnie... Wszyscy po angielsku rozmawiają. Będzie się ciężko przyzwyczaić.
-No to wybieramy! - dołączyła do nas Martyna.
-Morze jakąś z owocami morza? - zaproponowałam, bo wszystkie trzy lubimy owoce morza.
-Hmm, ok. 112, 114, o jest! Frutti di mare, numer 120.
Natalia zamówiła pizzę. Tylko, że zamiast 120 powiedzieć w języku angielskim, powiedziała w polskim... To było zabawne, szkoda, że szybko zorientowała się, że coś jest nie tak i się poprawiła. Usiadła zaczerwieniona.
-Kurde, wiedziałam , że  w końcu się pomylę i przez pomyłkę powiem coś po polsku...
- Nie denerwuj się... - poklepałam ją po plecach.

Dobra to na tyle... Jakoś nie najlepiej mi to wychodzi, ale i tak mam nadzieję, że komuś się spodoba. W następnej notce postaram się już dodać ten ciekawy moment. Pa miłego czwartku! Jeszcze tylko 8 dni do wakacji... wytrzymamy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane :).