1 wrześnie 2005 r.
Nie... Znowu szkoła :(. Rozpoczęcie roku szkolnego już za mną. Do naszej piątej klasy doszedł jakiś nowy chłopak. Z tego co słyszałam nazywa się Tomasz.
Po rozpoczęciu roku szkolnego poszłam do domu kultury zapisać się na lekcje ze śpiewu (z resztą jak co rok). Niestety nasza poprzednia nauczycielka odeszła na emeryturę. W czerwcu zrobiliśmy dla niej imprezę pożegnalną, więc nie byliśmy zaskoczeni na widok nowej nauczycielki. Nazywała się ona Aldona Kamarczyk. Okazało się, że jest bardzo miła. Nie była ona jedyną nową osobą. Zapisał się do nas również ten nowy chłopak z mojej klasy - Tomek. Jejku! Jak on ładnie śpiewa! Wszyscy byliśmy zaskoczeni jego talentem.
Po lekcji złapałam go i zamieniłam z nim parę słów.
-Hej! Tomek, zaczekaj! - zawołałam.
-Hej, co się stało?- zapytał zdezorientowany.
-Nic, tylko chciałam powiedzieć "Cześć" i się przedstawić!
-Ok. Ja jestem Tomek Krajny, a ty?
-Nazywam się Patrycja Czesna. Ty dołączyłeś do naszej klasy? - zapytałam, chociaż byłam pewna, że to on.
-No tak mi się wydaje, bo widziałem Cię tam - odpowiedział - Ok, muszę lecieć pomóc tacie, do zobaczenia w szkole! Pa!
-Cześć!
Wydawał się być na prawdę fajny.
Wróciłam do domu. Mama przygotowała mi moje ulubione naleśniki z syropem klonowym!
4 października 2005 r.
Jejku. Już minął ponad miesiąc od rozpoczęcia szkoły... Zbliżał się nasz występ ze śpiewu. Wraz z moim przyjacielem mieliśmy całą piosenkę zaśpiewać w duecie. Ja i Tomek bardzo się tym stresowaliśmy, bo my jako jedyni z grupy mieliśmy aż tyle do zaśpiewania.
Niby minął dopiero miesiąc odkąd się spotkaliśmy po raz pierwszy, ale Tomka mogę spokojnie nazwać moim przyjacielem. Spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Okazało się, że mieszka w jednopokojowym mieszkaniu z rodzicami. Nie mieli zbyt dobrej sytuacji finansowej. Z tego też powodu często przychodził do mnie na obiad, bo moi rodzice chcieli trochę pomóc jego rodzicom. Mi to tam pasowało!
11 października 2005 r.
To już dziś! Dziś był nasz występ! Jednak nie był o tak fajny dzień jak miał być... ;(
Ja i Tomek zostaliśmy dziś zwolnieni ze szkoły z powodu koncertu. O 10:05 byliśmy umówieni pod moją klatką. Później razem poszliśmy do Domu Kultury. Czekały już tam na nas nasze stroje i...cała grupa, zdenerwowana. Byliśmy spóźnieni. No ale to nie nasza wina! Po drodze były huśtawki ;p .
Szybko wykonaliśmy parę ćwiczeń na rozśpiewanie.
Wyszliśmy na scenę. Na widowni była moja mama i rodzice Tomka i wiele innych ludzi. Tylko czemu nie było mojego taty? No trudno, może się spóźni, pomyślałam. Zaczęliśmy występ. Nagle do mamy zadzwonił telefon. Nagle na jej twarzy pojawił się zakłopotanie. Wyszła z widowni. Zrobiło mi się smutno, bo właśnie nadeszła chwila naszego duetu, a nie było moich rodziców :C .
Po występie, wraz z moim przyjacielem, poszliśmy zobaczyć co się stało z moją mamą. Siedziała na korytarzu i płakała...
-Co się stało? - zgodnie zapytaliśmy.
-Tata- zaszlochała - miał wypadek samochodowy.
- Co z nim? - już zaczęły mi spływać łzy po policzkach.
-Jest w bardzo ciężkim stanie, nie wiadomo czy przeżyje - wybuchła płaczem.
-Jedziemy do szpitala?
-Zabrali go helikopterem do Warszawy.
-Jedziemy tam?
-Tak, ale jutro, bo Warszawa jest około cztery godziny drogi stąd. Pojedziemy do mojej przyjaciółki, na pewno nas przyjmie. Zadzwonię do niej jak już będziemy w domu- powiedziała już trochę spokojniej.
I wróciłyśmy do domu.
Hmmm, nie wyszło to jednak takie długie jak myślałam ;p . W zeszycie wyglądało na dłuższe. Na azie nie mam pomysłu na tytuł, więc będzie się nazywać "Beztytułowe opowiadanie", jak coś mi do głowy przyjdzie to zmienię ; p . No nic, życzę miłego dnia, papa ;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze mile widziane :).